Narewka - Narew 2008
 
Ojciec spływu: Olo Rzeka: Narewka – Narew
Termin: 24.07 – 3.08.2008
Ostatnio tak nam wychodzi, że co 2 lata w roku parzystym wybieramy się na spływ gdzieś dalej od domu. Była Czarna Hańcza, Łyna, Krutynia, Rospuda, Biebrza. Teraz Narewka – Narew. Zaczniemy niedaleko Hajnówki w Puszczy Białowieskiej, skończymy w Narwiańskim Parku Narodowym za Białymstokiem. Na spływie stawili się:
Oto plan spływu, nakreślił go nasz Ojciec Spływu Olo, na podstawie opisu trasy wykonanej przez lokalną formę świadczącą usługi kajakowe Kaylon (www.kaylon.pl); zaś Shuya niniejszy plan – szkielet naszego spływu zapełnił opisem jak ciałem.

 
  1. Olo + Marta
  2. Kasia
  3. Gonia + Cypis
  4. Agata + Iskier
  5. Shuya.

NAREWKA
1 dzien - 450 km/ 7 godzin jazdy
Przyjazd na metę spływu w Rzędzianach, przepakowanie samochodu Shuyi i pozostawienie go na miejscu. Przy okazji umawiamy się z właścicielem pięknie położonego i utrzymanego gospodarstwa na ostatni biwak. Miejsce niedrogie i bardzo warte polecenia ze względu zarówno na walory przyrodnicze jak i bardzo sympatycznych gospodarzy.
- 96 km jazdy do Gruszek, tam jednak nie znajdujemy noclegu. Jest niezłe miejsce do wodowania za Gruszkami nad Narewką, ale na nocleg tak sobie, odwiedzamy leśniczówkę po czym kontaktujemy się ze strażą leśną: kategoryczny zakaz rozbijania się, wobec powyższego jedziemy do Narewki, tam znajdujemy upadły przed rokiem ośrodek OSiRu i tam pierwszy biwak. Nie ma kogo zapytać o zgodę ale miejscowi korzystają z terenu i mówią: a kto Wam tam będzie bronił…? Wieczorem integracja z miejscowymi poprzez wypicie piwa w miejscowym amfiteatrze wśród tutejszych smakoszy Żubra, Łomży i innych oraz ich rodzin. Nie robimy ogniska, nie chcemy wabić lokalnych awanturników, jesteśmy zmęczeni podróżą i szybko kończy się ten wieczór.

2 dzien - 20 km; sobota
* 0 km
- Narewka. Tuż za mostem i jazem po prawej stronie plaża a dalej wymarły ośrodek OSIRu, gdzie zanocowaliśmy, nieopodal bar (sprawdzony) i bardzo liczne sklepy (sprawdzone). Plaża dogodna do kąpieli, płytko. Wodujemy na wysokości „ośrodka” i płyniemy leniwą rzeką, początkowo dużo roślinności hamującej płynięcie, ale z czasem rzeka nabiera powolnej prędkości i pozbywa się hamujących roślin.
* 7 km - przepływamy pod niewielkim mostem drogowym w pobliżu miejscowości Ochrymy, po prawej stronie widoczne zabudowania sporej wsi Lewkowo. Rzeka jest tu mało kręta, dość długo płyniemy wzdłuż zabudowań. Możemy zatrzymać się i dokonać zaopatrzenia. Nie znaleźliśmy dogodnego miejsca do wyjścia, ale za to pierwszy raz połączyliśmy się w tratwę od startu. Dalej płyniemy już razem będąc w zasięgu wzroku. Kasia dzielnie daje radę pierwszy raz płynąc jedynką z ekwipunkiem.
* 17 km - ujście rzeki Narewki do Narwi. Skręcamy w lewo. Narew przy ujściu Narewki ma około 8 m szerokości. Rzeka zachowała tu naturalny charakter, jest więc stosunkowo kręta. I płynie szybciej od Narewki. Ostatnie 3 km płyniemy dość szybko.

NAREW
* 20 km
- dopływamy do położonego na zakolu po lewej stronie rzeki opuszczonego ośrodka wypoczynkowego w pobliżu miejscowości Rybaki (widoczny drewniany hangar nad wodą). Jest to miejsce bardzo dogodne na biwak, w pobliżu znajduje się las. Tego ośrodka to z wody wcale nie widać. Tylko "hangar". Wyciągamy kajaki po lewej. Świetne miejsce do kąpieli, choć niezbyt dobre miejsce do wchodzenia i wychodzenia z wody. Po dniu na słońcu znajdujemy wreszcie cień przy lesie. Tam stawiamy namioty i miło spędzamy wieczór. A potem przy zachodzie słońca nasze pierwsze ognisko. Każdy robi to co mu najlepiej wychodzi. Znowu w użyciu nasz Czubkowy grill. A potem pokaz sztucznych ogni na okoliczność koncertu Krzysztofa Krawczyka w nieodległej miejscowości.
Dodam na koniec, że tego dnia wypłynęli przed nami z Narewki kajakarze i kilka razy minęliśmy się na wodzie. W sumie to był pierwszy i ostatni spływ jaki napotkaliśmy na trasie całego naszego spływu.

3 dzien - 20 km/40 km; niedziela
* 12 km
– Od rana robi się gorąco, aż żal wychodzić z cienia. Po porannej kąpieli jednak ruszamy, choć Marta nie od razu wchodzi do kajaka; mijamy most drogowy na trasie Białystok - Hajnówka. Tuż za nim po prawej stronie dogodne miejsce do postoju i wyjścia do miejscowości Narew, w której można dokonać zakupów i ewentualnie spożyć posiłek. Ponadto znajduje się tutaj również duża i bardzo ładna cerkiew, którą warto zwiedzić. W Narewce otwarty duży sklep pomimo niedzieli, cerkiew piękna ale zamknięta, na lokalnym zadrzewionym rynku znajdujemy cień i rozkoszujemy się zimnym piwkiem słuchając dźwięcznych odgłosów rozmów miejscowych żuli. Wschodni akcent jest tak miły uszom, że nawet soczystą kur’wę fajnie się słucha. Po schłodzeniu czas na kąpiel, rzeka płytka, jest Olo ratownik, ćwiczy element holowania tonącego. Niestety, musimy ruszać!
* 16 km - za lewym doplywem strugi ostry zakret w prawo, pozniej w lewo i na prawym brzegu pod lasem, dziki biwak. Tym razem biwak oblegany przez miejscowych – płyniemy dalej.
*20 km – zatrzymujemy się na łące na prawym brzegu, po przeciwnej stronie rzeki wieś Kaczały. Miejsce tym razem bez ani odrobimy cienia. Patelnia! Zastanawiamy się, czy rano przyjdą krowy. Leczymy opuchliznę nogi Cypisa, zbieramy drewno i ognisko. Śpiewy z Martą do rana, Iskier polewał.

4 dzien - 14 km/54 km; poniedziałek, 28.07 miesiąc po ślubie Iskrów.
* 3 km
- obowiązkowo zatrzymujemy się w pobliżu wsi Puchły na prawym brzegu rzeki, aby zwiedzić przepiękną cerkiew, najładniejszą na trasie spływu. Niestety brak dogodnego miejsca na zatrzymanie się a cerkiew jest zamknięta. Płynąc dalej mijamy po prawej stronie wieś Ciełuszki. Rzeka płynie między łąkami, spotykamy piękne stada koni.
* 14 km - dopływamy do miejscowości Koźliki, gdzie na skarpie na lewym brzegu zobaczyć możemy małą śródleśną cerkiew, a nieco dalej wiatrak. Ok. 300-400 metrów za wiatrakiem zatrzymujemy się na nocleg na lewym brzegu rzeki. Łagodne, piaszczyste wyjście ułatwia wyjście z kajaka i kąpiel. Sosnowy las dochodzi w tym miejscu do samej wody. Dogodne miejsce znają wszyscy miejscowi. Dobrze, że dopłynęliśmy w miarę wcześnie, bo zajmujemy dogodne miejsce na leśnej polanie. Bardzo wielu miejscowych przyjeżdża tu nad rzekę, przyjeżdża swoimi „co jeden to lepszymi” autami a każdy ze swoimi „a ja myślałem że to modne” przebojami. W sumie przez 2 dni, które spędzamy w tym miejscu mamy możliwość zapoznania się z przebojami słuchanymi na Podlasiu. Tego dnia pokonujemy prawie cały odcinek płynąc w tratwie. Rzeka ładnie niosła, napoje dobrze działały a panie przy pomocy Yukona znalazły sposób na radzenie sobie…
Po dopłynięciu mieliśmy kłopot z zaopatrzeniem, jak dowiedzieliśmy się od miejscowych sklep ponad 5 km stąd, poza tym słabo zaopatrzony. Ale dzięki za wszystko serdeczności miejscowego, zabrał naszą ekipę do daleko oddalonego Bielska Podlaskiego i tam dokonaliśmy zakupów. Bardzo panu jesteśmy wdzięczni. A wieczorem ognisko i obchodzimy pierwszy miesiąc od ślubu Iskrów. Jubilaci stawiają piwko i przygotowują strawę z grilla. Grajkowie grają, Olo dorzuca.

5 dzien - dzien wolny, wtorek
Po śniadaniu ekipa żeńska i Cypis udają się do wsi po prowiant zaś pozostali panowie do rzeki na zabawę z kajakiem. Jednak sielanka nie trwa długo – idą czarne chmury, przygotowujemy się na ulewę, chowamy w namiocie Ola i… nagle w przedsionku woda do kostek, zaczyna się akcja upuszczania wody z miejsc gdzie stoją nasze namioty, najgorzej jest u Ola i u dziewczyn. A potem gra w kości. Tymczasem nasza prowiantowa ekipa trafia do bardzo miłego gospodarza, dowiadują się, że my to „rzeczniaki” i co to jest „biała szynka”. Chcieli zapłacić za jedzenie, ale gospodyni powiedziała: „sprzedać ni mom, dać – mom” i dostaliśmy wszystko za darmo. Po południu ustalamy w końcu obstawianie totolotka jakąś bardzo skomplikowaną metodą, chyba za bardzo jak na nas bo nic nie wygrywamy.
Po południu znowu zabawy w wodzie i bicie rekordów prędkości wchodzenia do jedynki i dwójki z wody. Tego dnia 4 razy przechodziły opady i drewno na wieczorne ognisko musieliśmy sobie suszyć, ale daliśmy radę. Przy ognisku biała szynka w sumie smakowała tylko Cypisowi. Wieczorne dyskusje o sprawach ważnych i mniej poprowadził Cypis i w końcu dowiedział się, co robiła Gonia w Holandii.

6 dzien - 24 km/78 km, środa 30.07 urodziny Shuyi
* 8 km
- dopływamy do zabytkowego mostu drogowego na trasie Białystok - Lublin. Po drodze mijamy położoną na prawym brzegu rzeki wieś Kaniuki, nieco dalej po lewej ośrodki wypoczynkowe w Ploskach. Pod mostem możemy zatrzymać się i wyjść do położonego około 500 metrów na lewo od mostu zajazdu "Zagłoba". Jednak ok. 800 m przed mostem piękny Bar / Ośrodek Ptasia Osada. Tutaj odpoczywamy i spożywamy „lunch z widokiem na dolinę Narwi”. Przy okazji odkrywam ranę po wczorajszych igraszkach z kajakiem. Krwawe ślady napędziły mi i ekipie trochę strachu i były tematem niejednego żartu.
* 17 km - dopływamy do wsi Kożany położonej na prawym brzegu rzeki, gdzie polecamy gorąco zwiedzenie bardzo ładnej cerkwi.
* 24 km - most drogowy w pobliżu miejscowości Doktorce, w której znajduje się kilka ośrodków wypoczynkowych, sklep, a także piaszczysta plaża. W pobliżu lub na terenie ośrodka ZHP biwak. Za mostem po prawej liczne miejsca – plaże – dogodne do postoju, jednak po obu stronach rzeki duże wsie i mieszkańcy w tym miejscu licznie okupują brzegi. Zatrzymaliśmy się ok. 400 m od mostu. Znowu miejsce bez cienia. Szybko udałem się ok. 3 km do wsi Łyse po urodzinowe zakupy. Dziewczęta wracając złapały okazję, przy czym Marta z miejsca pochwaliła się przystojnemu kierowcy, że jest marką dwójki dzieci, znaczy że może?
Impreza urodzinowa z ogniskiem, bez gitar, z rozmowami, Iskier polewał, źle się to skończyło, a byłoby jeszcze gorzej, gdybym nie stłukł jednej flaszki...

7 dzien - 26 km/104 km
To nasz najdłuższy odcinek na trasie, zaczynamy od porannych kąpieli, jesteśmy też świadkami walki kierowcy ciężarówki z kontenerem ze śmieciami, facet się w końcu zakopał i musiał wyrzucić śmieci na łące.
* 10 km - dopływamy do wsi Zawyki mijając wcześniej malowniczo położone Samułki Małe, a następnie Samułki Duże (tu możemy wyjść do sklepu). W Zawykach rzeka znacznie rozszerza się, należy zwrócić uwagę przy przepływaniu przez drogę z płyt betonowych położonych w poprzek rzeki na początku wsi. Możemy się tu zatrzymać się i dokonać niezbędnych zakupów w pobliskim sklepie. Sklep znajdujemy bez problemu, jednak słabo zaopatrzony, tak na piwo i lody; lody Doda smakują, nad rzeką poznajemy kolejną miła osobę, starszą panią, dowiadujemy się, że "spływy to i owszem pływają, tak, w zeszłym roku Niemcy byli, ale oni to tylko biru i ogórków chcą". Porozmawialiśmy z Panią o historii tych ziem, o kulturze i że wszystkie okoliczne cerkwie są pozamykane tak w ciągu dnia dla zwiedzających. Na odchodnym pani przyniosła nam ze swojego sadu jabłek, ogórków i po gałązce z porzeczkami.
* 18 km – dopływamy do Suraża, szukamy sklepu, zatrzymujemy się najpierw na lewym brzegu przy kościele, sklepu nie znajdujemy, za to natrafiamy na grodzisko na wzgórzu; przepływamy pod mostem w Surażu gdzie 500 metrów za mostem rozpoczyna się Narwiański Park Narodowy. Po prawej stronie tuż za mostem możemy zatrzymać się i wyjść do położonego nad brzegiem sklepu oraz zwiedzić nieco oddalone prywatne Muzeum Archeologiczne. Odwiedzamy sklep, uzupełniamy zapasy. Miejsce po prawej uciążliwe do przybicia ze względu na kamienie w wodzie. Po 400 m od wpłynięcia na teren NPN na stromym lewym brzegu rzeki znajduje się prywatne pole biwakowe z trzema domkami kempingowymi, gdzie trzeba nabyć 3-dniowe karty wstępu za 10 zl, Narew w granicach Narwiańskiego Parku Narodowego jest jedyną zachowaną w Europie rzeką wielokorytową, tzw. anastomozującą.
* 25 km - dopływamy do plaży OKF w Uhowie, biwak. Przy wyjściu z plaży znajduje się sklep. Biwak w Uhowie to zwykła plaża miejsca. Dokładnie taka sama sytuacja w Biebrzańskim Parku Narodowym. Gdzie mają się rozbić kajakarze? Płyniemy dalej.
*26 km - dopływamy do podwójnego mostu kolejowego oraz mostu drogowego. Płynąc wzdłuż wsi, po około 1,5 km docieramy do sosnowego lasku gdzie jest dogodne miejsce na postój i ognisko. Dopływamy wieczorem, bardzo trafna decyzja co do miejsca. Rozbijamy się na leśnej polanie. Nie palimy dziś ognia ze względu na NPN. A wieczorem dominuje obiecywany od kilku dni repertuar SDM, WGB i inny określany przez nie-znawców jako smętny. Cypis poluje aparatem na żerujące nad naszymi głowami nietoperze i wkrótce, po najdłuższym przebytym odcinku, po kolei udajemy się do swoich namiotów.

8 dzien -16 km/120 km
Dalej dolinę zaczynają porastać wysokie trzciny i taki charakter, z niewielkimi przerwami, zachowa rzeka do końca Narwiańskiego Parku Narodowego.
* 6 km - dopływamy do porośniętego jesionami zagajnika na stoku pomiędzy polami i łąkami, dobre miejsce na odpoczynek, wśród okolicznych mieszkańców zwane "Durnego Chatą".
* 9 km - przed kamiennym spiętrzeniem w Bokinach możemy zatrzymać się i wyjść do oddalonego o 100 m sklepu i baru podrzędnej kategorii. Przed wsią, a także wzdłuż całych Bokin zauważymy ogromną ilość zatok i odnóg. Niektórymi możemy przepłynąć i uatrakcyjnić trasę, należy jednak zwracać uwagę czy występuje w nich prąd wody. Koryto wzdłuż wsi jest stosunkowo wartkie i kamieniste, z dużą ilością mielizn. Musimy rozważnie wybierać drogę, aby nie uszkodzić kajaka. Po około 2,8 km przepływamy pod mostem drogowym na trasie Wysokie Mazowieckie - Białystok, za którym po lewej widoczny Zakład Produkcji Mączek Zwierzęcych. Zakład może i widoczny, jednak czuć go z daleka.
* 13 km - dopłynęliśmy do wsi Topilec. Płynąc dalej głównym korytem napotkamy dwie wyspy, obok których należy płynąć z prawej strony, w przeciwnym razie ominiemy doskonałe miejsce na postój - polana na prawym brzegu rzeki (tuż przed niewielkim spiętrzeniem kamiennym). Łatwo dostępne drewno na ognisko. Przy wysokich stanach wody miejsce to jest wyspą, przy niskich można około 700-metrową ścieżką dojść do Topilca i zwiedzić cerkiew.
* 17 km - dopłynęliśmy do Kolonii Topilec i położonego na prawym brzegu rzeki za wsią pola biwakowego Narwiańskiego Parku Narodowego z wiatą ze stolikami i ławkami oraz niewielka platformą widokową. Dopływamy tu wczesnym popołudniem. Rozbijamy namioty, szykujemy jedzonko. Dojeżdża do nas Biały. A przy okazji zamawiamy u gospodyni ciasto. Dostajemy 2 z jabłkami i bez. "Idąc po krowy pani nazbierała jabłek no i ciasto samo się upiekło". Kąpiel w rzece, zabawy ze znalezioną piłką. A wieczorem ognisko z Białym… To w sumie ostatnie nasze ognisko na tym spływie.

9 dzien - 22 km/142 km
Dzień rozpoczynamy wpływając w okolice miejscowości Izbiszcze, położonej na prawym brzegu rzeki przy bocznym korycie. Wieś jest jednak trudno zauważyć, ponieważ główne koryto, którym płyniemy znajduje się około 500 metrów od niej. Bardzo liczne są odnogi w prawą stronę, którymi możemy dopłynąć do wsi i znajdującego się tam sklepu. Niektóre z nich, zwłaszcza w lipcu i sierpniu, mogą być miejscami bardzo wąskie lub zupełnie zarośnięte.
* 7 km - dopływamy do położonego na lewym brzegu rzeki Waniewa. Jest tu wieża widokowa oraz spiętrzenie, przez które można przenieść kajak. Polietyleny przepływają, składaki są przepuszczane. W pobliżu plaży znajduje się niewielki bar, korzystamy z jego zasobów piwnych. Na wysokości Waniewa rzeka tworzy wiele zatok, odnóg i rozlewisk. Na horyzoncie pojawiają się granatowe chmury zwiastujące opad połączony z silnymi powiewami. Odnajdujemy w sobie niespożyte pokłady energii, by nie dać się zmoczyć. Ostro na wiosłach pokonujemy kolejne kilometry.
* 12 km - dopływamy do stojącego na lewym brzegu znaku "Kurowo". Tutaj można skręcić w lewo i na 1,8 km i opuścić główne koryto, aby zwiedzić siedzibę Narwiańskiego Parku Narodowego w zabytkowym dworze oraz założenie parkowe, wejść na wieżę widokową i przejść się kładką edukacyjną. Odbijając z głównego koryta po 700 m dopłyniemy do przystani w Kurowie. Aby po zwiedzaniu trafić znów do głównego koryta, musimy wypływając z przystani skręcić w lewo, a po 500 m na szerokiej odnodze w prawo. Płynąc tą odnogą 600 m wypływamy przy drugim znaku "Kurowo" na główne koryto, które jest tu węższe niż poprzednio. My jednak gonieni granatowymi chmurami popłynęliśmy głównym korytem w kierunku Rzędzian.
* 15 km - wpływamy na rozlewisko, z którego na prawo widać jeden z przyczółków zerwanego mostu, istniejącego przed II wojną światową na trasie Białystok - Jeżewo. Na prawo również widoczna piaszczysta łacha, gdzie możemy się wykąpać. Następna mijana wieś na lewym brzegu to Radule.
* 19 km - po przepłynięciu obok samotnego gospodarstwa za Radulami dopływamy do starego kamiennego spiętrzenia, zwanego młyńskim, które przepływamy bez większych kłopotów i wpływamy na sztucznie poszerzone w wyniku prac regulacyjnych koryto Narwi. Tutaj odbieram telefon od Pani Żędzian, naszej gospodyni z kolejnego biwaku. Zamówiłem wcześniej dla nas obiady, jednak Pani dzwoni, że nie jest w stanie przygotować posiłków, za które mogłaby wziąć pieniądze, dlatego proponuje zupełnie za darmo ciasto i kiszkę ziemniaczaną, których zrobiła aż nadto dla poprzednich gości, Pani pytała, czy przypadkiem nie czujemy się obrażeni jej propozycją. W sumie to nie obrażeni ale zachwyceni!
* 20 km - dopływamy do odnogi w lewo, będącej przed pracami regulacyjnymi Narwi głównym korytem. Wpływamy na tę odnogę i po 50 metrach kierujemy się w prawo. Tutaj zaczyna się nasz ostatni odcinek, za plecami granatowe niebo, bardzo płytko i czasami nie wiadomo jak płynąć. Ale w końcu…
* 22 km - dopływamy do gospodarstwa agroturystycznego w Rzędzianach, wyciągamy kajaki, stawiamy namioty i zaczyna padać. Potem lać. Chowamy się do bardzo ładnych wiat. Tu dostajemy nasz posiłek, wyśmienity, zajadamy się ziemniaczanymi potrawami z małosolnymi ogórkami. SUPER, a gdy kończymy deszcz przestaje padać i kierowcy udają się po samochody do Narewki. Na wieczór dostaniemy od gospodarzy domowego smalcu z ogórkami więc kupujemy w Białymstoku chleb i napoje. Wieczorem impreza z gitarami i tańcami, pod wiatą bo pada. Niektórzy doczekają na przyjazd Mańka a dzieciakami. Miejsce szczególnie warte polecenia. Bardzo miła obsługa.

10 dzien pakowanie, powrot
Po porannym śniadanku, pakowaniu i ostatnim rozliczeniu, wyjechaliśmy ok. 10:00. Przed nami długi powrót.

Podsumowanie:
142 km w 7 dni, 9 dni pięknej słonecznej pogody, ani razu nie padało na wodzie, deszcze jedynie w dniu wolnym i po dopłynięciu na metę spływu. Piękne okolice, bardzo życzliwi ludzie, pozamykane cerkwie możliwe do oglądania jedynie z zewnątrz. Niezwykle rzadko uczęszczany szlak kajakowy, można liczyć na spokój na wodzie. Ceny niewygórowane, płaciliśmy jedynie za 2 ostatnie noclegi i bilety wstępu do parku. No i jeszcze gratuluję Kasi, bardzo dzielnie pokonała cały spływ na jedynce z ekwipunkiem.
Bardzo udany letni spływ, zawsze będę do niego wracał w pamięci. Dzięki Olo!