Piława urodzinowa 2008
 
Okazją do spływu było zaproszenie przez Gonię i Cypisa na wspólne spędzenie ich urodzin. A jak można je spędzić najlepiej? Robiąc to, co każdy robi najchętniej czyli na kajakowym spływie. A spływ był wyjątkowy, po pierwsze ze względu na rekordową frekwencję, spośród Czubkowej starej gwardii pływającej przez ostatnie 2 lata wszyscy byli obecni, nie popłynęła jedynie Agata; po drugie spływ ten obok urodzinowego miał charakter rodzinny, bardzo licznie przybyłe nasze dzieci w sile sztuk 8. Płynięcie bez bagażu łatwą trasą, jedna baza, ładne pole namiotowe nad Zalewami Nadarzyckimi, zarezerwowana wiata… to wszystko sprzyjało spokojnej atmosferze tej wyprawy. Wyjątkowo płynęły aż 3 jedynki (Asia pierwszy raz, bravo!), pierwszy raz Torsteny z nami na swoim nowym Tajmienie – prezencie ślubnym z dwójką dzieci na pokładzie, pierwszy raz Filip Maniecki oraz Kuba Sujkowski oraz Lana. W sumie rekordowo aż 22 osoby popłynęły, choć w różnych konfiguracjach pierwszego i drugiego dnia.
 
  1. Marta, Maniek, Kuba, Filip
  2. Uli, Torsten, Sebastian, Emilia
  3. Shuya, Ania, Agatka
  4. Gonia, Cypis
  5. Olo, Paulina
  6. Paweł, Kuba, Lana
  7. Kasia
  8. Asia
  9. Iskier
  10. Biały

Piątek
Spotykamy się na polu biwakowym nad Zalewami Nadarzyckimi w Nadarzycach. Pierwsze osoby: Olo z Pauliną oraz Asia przyjeżdżają jeszcze przed południem, korzystają z pięknej pogody i pięknego miejsca. Po południu i wieczorem dojeżdża reszta, zajmujemy wiatę, na wypadek, gdyby deszcz chciał nam przeszkadzać. Pierwszego wieczoru nie palimy ognia, za to spotykamy się pod wiatą i świętujemy urodziny Gosi i Cypisa, jubilaci dostają od nas parę niebieskich wioseł, pod kolor kajaka. Tradycyjnie samochód Mańków urozmaica nam imprezę. Wiata się przydaje, bo deszcz pada. Wieczór spędzamy na rozmowach, dopiero kolejnego wieczora rozbłyśnie ognisko i zagrają gitary.

Sobota
Od rana pada. W sumie nie wiemy co dalej będzie z płynięciem, jest dużo dzieci a i niektórzy dorośli nie mają ochotę na płynięcie w niepewną pogodę. Przestaje padać i podejmujemy decyzję, płyniemy ale skracamy trasę: od przenoski na bunkrze-elektrowni do Nadarzyc, jakieś 11 km. Zatem szybka decyzja i szybka realizacja. Pakujemy się i wyjeżdżamy samochodami na start. W czasie jak rozkładamy kajaki, kierowcy odprowadzają auta do bazy. Potem jeszcze tylko trzeba dostać się do wody. Niektórzy łapią poślizg ale wkrótce wszystkie załogi są już w kajakach. Warto wymienić załogi, bo był to najliczniejszy spływowy odcinek w historii Czubka: (w kolejności liczebności załogi)
1. Marta, Maniek, Kuba, Filip, 2. Uli, Torsten, Sebastian, Emilia, 3. Shuya, Ania, Agatka, 4. Gonia, Cypis, 5. Olo, Paulina, 6. Paweł, Kuba, 7. Kasia, 8. Asia, 9. Iskier

Wypływamy ok. 13:00. Pogoda początkowo niepewna, niepewna czy będzie padać już czy za chwilę. Choć przez chwilkę pokropiło, to nie jest jednak tak źle. Zresztą niniejszy opad większość załóg spędziła pod mostem, gdzie pożegnał nas Biały, któremu niesprzyjające warunki meteo uniemożliwiły płynięcie. Wiejący wiatr rozgania chmury. Odcinek początkowo obfity w drobne przeszkody, ale załogi, które pierwszy raz są t takim składzie, jak Mańki, czy Paweł, dają radę. Maniek musi tylko odłożyć książkę. Dopływamy do starego, drewnianego mostu, jedynki i niektóre dwójki przechodzą pod, jednak dużo załóg przenosi, tam dopadają nas ciemne chmury wróżące deszcz. Całe szczęście przeszło bokiem. Od mostu wpływamy na Zalewy Nadarzyckie. Trasa jest tu oznaczona tabliczkami, rozciąga się nasz spływ i każdy płynie tak jak może. Dopływamy do biwaku ok. 15:30. W 2,5 godziny pokonujemy 9,5 km. A dalej kolejne miłe chwile, wieczorem ognisko połączone z degustacją pysznych potraw przygotowanych przez Gonię i Cypisa i zrobionych na ogniskowym grillu. Śpiewanie, zabawa…

Niedziela
Od rana ładnie. Decyzja, płyniemy do Zdbic, a nie do Szwecji. Załogi muszą ukonstytuować się na nowo. Załogi nr 2, 3, 4, 5, 7, i 8 pozostają w niezmienionym składzie. Do Pawła i Kuby dołącza Lana; Maniek z Filipem zostają na lądzie, a do Marty i Kuby dołącza Iskier; Biały rozpoznał teren i jednak rusza. O 11:00 zaczynamy logistykę, auta do Zdbic, wracamy do Nadarzyc i ok. 12:00 na wodę.
Początkowo odcinek przez zalew, dopływamy do miejsca przenoski, dalej płyniemy przez Nadarzyce i dopływamy do jazu. Jedynki żeńskie, załoga Shuyi i Ola pokonują elegancko, reszta przenosi. A dalej… tratwa. Tratwujemy, jemy, pijemy, czasem ktoś machnie lewym, czasem ktoś inny machnie prawym, jedyne, nad czym się zastanawiamy to to, czy byłą już 9-kajakowa tratwa…
Jednak niestety ktoś spojrzał na zegarek i okazało się, że jest już 15:00. A do mety daleko. W dodatku odcinek od Nadarzyc do Zdbic jest nie tylko malowniczy, lec również, a może przede wszystkim, wymagający technicznie. Jednak nie sprawia nam od zbyt wielu trudności. Doświadczona ekipa pokonuje te ostatnie, piękne 7 km w 1,5 godziny. W sumie w niedzielę przepłynęliśmy 11 km w ponad 4 godziny. Jednak pierwsza połowa czasu na wodzie to leniwy relax i wypoczynek. W Zdbicach składamy kajaki, montujemy na dachach fur i do Nadarzyc. A tam pakowanko i pożegnalne ognisko i grill.


PODSUMOWANIE
Na ognisku na Narwi zadaliśmy sobie pytanie: co dalej? Jak za kilka lat będą wyglądały nasze spływy w czasach, gdy pojawiają się dzieci, gdy zmienia nam się styl życia. Chyba właśnie rodzi się nowa Czubkowa tradycja robić raz w roku taki rodzinny spływ z dziećmi, gdzie trasa nie jest wymagająca, nie wozi się bagażu, stacjonuje się nad miłym jeziorkiem w miłym miejscu. Na koniec dla Gosi i Cypisa: 100-lat! Udana impreza urodzinowa!